Rok 1972 - mistrzem olimpijskim Polska (przed ZSRR, Węgrami, Niemcami)
Rok 1991 - zdobywcą Pucharu Europy Crvena Zvezda Belgrad (przed Olympique Marsylia, Milanem, Realem, Bayernem)
Rok 2004 - mistrzem Europy Grecja (przed Portugalią, Francją, Anglią, Niemcami i innymi potęgami)
Rok 2010 - mistrzem Sanoka w piłce halowej MEDIA MARKET lub HTP BRZOZÓW (przed Kingsami, Multi, Trans-Gazem, Geo-Eko, Harnasiami, Magistratem). Bez względu na rozstrzygnięcie to już jest sensacja.
Śmiało zwycięzcę można porównywać do wyżej przytoczonych triumfatorów, bowiem przed przystąpieniem do rozgrywek nikt poza może samymi zainteresowanymi nie spodziewał się, że dotrą na sam szczyt piramidy kończącej trzeci etap rozgrywek, czyli wilekiego finału SHLPN Ekoball. Nikt na nich nie stawiał po zakończonym I etapie rozgrywek, gdzie drużyna HTP weszła do “szóstki” z ostatniej lokaty, a Media wypadły z niej w ostatniej kolejce. Nikt nie wierzył w ich sukces po zakończeniu II etapu, gdzie HTP wywalczyło tylko jeden punkcik, a Media awansowały do fazy play-off z ostatniego ósmego miejsca, trafiając na potencjalnie najgroźniejszego przeciwnika. Każda drużyna z szóstki chciała trafić właśnie na Brzozów. Szczęście to mieli Kingsi, gdzie polegli z kretesem. Medialni również nie mieli litości dla Trans-Gazu. Po sprawieniu sensacji w pierwszej rundzie play-off, ciągle mało kto dawał im szansę, ba nawet po pierwszych meczach półfinałowych zostali przez większość przekreśleni, bez szans na finał.
Zagrali wbrew logice, wbrew kalkulacjom i przewidywaniom, bukmacherzy zbiliby dzięki tym ekipom fortunę, na szczęście do SHLPN jeszcze nie dotarli, bowiem wtedy można by snuć przypuszczenia i podteksty co do uzyskiwanych wyników.
W dzisiejszy wieczór padły sensacyjne wyniki. Bardziej zażarty miał być półfinał pomiędzy Media Market a Geo-Eko. Nie był. Wynik 7-3 dla Mediów i 9-3 w dwumeczu mówi wszystko. Po prostu byli lepsi w tym pojedynku w każdym elemencie gry (głównie w skuteczności), podobnie zresztą jak w ćwierćfinałach. Trafili z najlepszą formą w optymalnym momencie.
Drugi półfinał to istny horror do ostatniej sekundy meczu. Hitchkock nam niepotrzebny by reżyserować takie spektakle. HTP-Multi. W pierwszym meczu 1-4. Brzozowiacy by myśleć o finale musieli wygrać czterema bramkami. Harowali ciężko na ten sukces całe 40 minut. Byli dzisiaj lepsi, dopięli swego i prowadzili 6-2, by na 4 sekundy przed końcową syreną sfaulować po raz szósty. Rzut karny przedłużony. Robert Szewczyk zostanie bohaterem bez względu na rozstrzygnięcie. Trafia w ścianę zamiast w bramkę. Zostaje bohaterem negatywnym. Dołącza do Prebena Elkjaera Larsena, do Platiniego czy Roberto Baggio, którzy pudłują w najważniejszych momentach z rzutów karnych. Radość i szczęście ogarnia Brzozów, bo dokonali w tym meczu niemal cudu. … czytaj więcej »
22 Komentarzy »